Wstęp

Jesse Lauriston Livermore (1877-1940) był jednym z najsłynniejszych spekulantów na Wall Street. Wielokrotnie zdobywał i tracił prawdziwe fortuny, okrył się chwałą człowieka, który potrafił przeprowadzić udany corner giełdy- zapędzić ją w kozi róg. Jego nazwisko budziło grozę do tego stopnia, że społeczeństwo oskarżyło go o wywołanie Czarnego Czwartku 24 października 1929 roku. Nienawiść napędzał fakt, że podczas największych spadków wartości akcji powiększył swoją fortunę do 100 milionów dolarów, co było niewyobrażalną sumą, jak na tamte czasy (dzisiaj to niecałe 1,5 miliarda $). Miał piękną żonę, wielki jacht i kilka rezydencji. To tylko mały wycinek historii Livermore’a. W rzeczywistości nieustannie musiał walczyć- z giełdą, depresją, ludźmi, którzy nie rozumieli jego spekulacyjnego geniuszu. Niestety, nie udało mu się wygrać z chorobą. Jak sam pisał, był zmęczony. Popełnił samobójstwo w jednym z nowojorskich hoteli. Niech historia tego Wybitnego Człowieka przypomina nam, jak bardzo niebezpieczna może być spekulacja. Nawet tak inteligentna, jaką uczynił ją Jesse. Należy oddać Cezarowi co Cezara, więc na samym początku zaznaczmy- bohater poniższego artykułu doprowadził tę ryzykowną sztukę do perfekcji. Był Mistrzem. Niestety, nawet to go nie uchroniło.

Młodość

Livermore urodził się w małej miejscowości w stanie Massachusetts. Ojciec chciał, żeby poszedł w jego ślady- został farmerem i przejął gospodarstwo. Jesse bał się pracy fizycznej, paraliżowała go myśl, że resztę życia będzie musiał spędzić na farmie. Matka pomogła mu uciec do dużego miasta. Dostał od niej kilka dolarów, postanowił poszukać szczęścia w Bostonie. Zaczynał od zera. Nawet rodzice nie przypuszczali, że już niedługo będzie milionerem. Livermore nigdy nie zapomniał o rodzinie, przesyłał matce znaczną część późniejszych dochodów, aż do jej śmierci. Okazało się, że ma talent do liczb- był świetnym matematykiem, jak sam pisał: w rok zaliczyłem trzyletni materiał z tego przedmiotu. Jesse podjął się pracy w biurze maklerskim- nanosił przesyłane przez telegraf notowania akcji na tablicę (to umożliwiało handel instrumentami finansowymi w 1892 roku). Zaczął zarabiać pieniądze, więc szukał najefektywniejszego sposobu pomnażania ich. Papiery wartościowe, podobnie jak obsługa kont maklerskich, kosztowały bardzo dużo, o handlu na rynku surowcowym nie mógł nawet marzyć, szukał więc tańszego zamiennika. Edwin Lefevre, pytany w jednym z wywiadów o lata 1898-1906, powiedział:

Kraj eksportował więcej, niż importował- i to o tyle więcej, że przeżywaliśmy istny zalew bogactwa. A wiecie, jak Amerykanie zachowują się, gdy mają pieniądze. Grają na giełdach, rozbudowują koleje i budują przemysłowa imperia- ale głównie jednak grają akcjami. 

Era bucket-shopów

Nawet kilka lat wcześniej było jasne, że na giełdzie wielkie pieniądze można zarobić w bardzo krótkim czasie. To właśnie ta myśl kierowała ludzi do bucket-shopów. Były to miejsca, w których za niewielkie pieniądze można było obstawiać wahania cen akcji i towarów. Obstawiającym do zwielokrotnienia zainwestowanych pieniędzy wystarczył niewielki ruch kursu- w górę lub w dół. Zakład działał jednak w dwie strony- spekulanci bardzo szybko mogli stracić cały majątek przez niekorzystne zmiany wyceny. Sklepy z wiadrami były instytucjami zarabiającymi na wydatkach klientów, powodzenie graczy ograniczało zyski. Zakłady w bucket-shopach nie zmieniały kursów na Wall Street- od giełd zapożyczano wyłącznie aktualne wyceny. Rosnąca popularność tego specyficznego biznesu (w szczytowych momentach obrót przewyższał obrót Wall Street nawet siedmiokrotnie) stworzyła bardzo korzystną lukę, z której korzystali właściciele- zarobione pieniądze wykorzystywano przeciw klientom. Sieci bucket-shopów zaczęły korzystać z nieuczciwych praktyk- zobowiązywano się do podbijania kursów popularnych walorów na prawdziwej giełdzie, jeśli klienci obstawiali spadki. I odwrotnie- otwierano krótkie pozycje, gdy klienci wróżyli wzrosty. Zysk był tym większy, im więcej ludzi obstawiało podobnie. Był to interes intratny, sieci nieustannie się rozrastały, szczególnie popularne były na wsiach, z dala od brokerów. Społeczeństwo bardzo długo nie wierzyło w zaplanowane oszustwo. Domy maklerskie i giełdy w okolicach XX wieku zaczęły podejmować kampanie, które doprowadziły do delegalizacji tego typu przedsiębiorstw. Gra w sklepach z wiaderkami w dużej mierze przypominała dzisiejsze spekulacje na forexie- niski próg wejścia i małe wahania decydujące o sukcesie bądź porażce.

Krótkie pozycje

Wróćmy do bohatera naszego artykułu- Livermore przygodę ze spekulacją zaczął właśnie w bucket-shopach. Była to przygoda niezwykle rentowna, w krótkim czasie zarobił pierwszy tysiąc dolarów (ekwiwalent 27.000$ na 2016 rok). Miał wtedy 15 lat. Niestety, szło mu zbyt dobrze. Młody spekulant potrafił doskonale przewidywać wahania kursów. Setki godzin obserwacji i zapisywania notowań na tablicach w biurze maklerskim, w połączeniu z talentem matematycznym, umożliwiły mu zarabianie wielkich pieniędzy. Najwięcej zarabiał na spadkach, dlatego te obstawiał najczęściej, dzięki czemu zyskał pseudonim Mały Nurek (ang. Little Plumber). Należałoby tu nadmienić, że Jesse nigdy nie porzucił tej strategii- granie na spadki było jego domeną aż do 1933 roku, kiedy na Wall Street zapanowały nowe zasady, a otwieranie krótkich pozycji utrudniano lub nawet uniemożliwiano ze względu na potężny kryzys, który napędziły 4 lata wcześniej. Czym właściwie jest krótka sprzedaż? Grą na spadki. Gdy spekulant czuł, że jakiś walor czeka korekta lub nawet długoterminowe załamanie, kupował od biura maklerskiego określoną liczbę walorów. Musiał za nie zapłacić, a następnie oddać na żądanie- zwykle jednak ustalano konkretny termin zwrotu. Gracz zarabiał na różnicy kursów: sprzedawał walory od razu, jeśli miał rację i kurs spadł, odkupował tę samą ilość- po mniejszej cenie. Akcje (lub obligacje) zwracał brokerowi (często z procentem), a różnica była jego zyskiem. Spekulanci często zadłużali się na poczet kupna waloru, a gdy biuro ze względu na złą sytuację żądało przedwczesnego zwrotu instrumentu na mocy klauzuli, zmuszeni byli realizować stratę. W dzisiejszych czasach krótka sprzedaż jest utrudniona przez prawo. Nie powinniśmy również zapominać o starej maksymie, modlitwie najlepszych manipulatorów, których nazwiska do dzisiaj budzą grozę, a których życiorysy na pewno tu przedstawimy:

Kto sprzedaje, co nie jest jego, szybko to odkupi- albo za kratami pożałuje tego

Kariera giełdowa

Sukcesy Małego Nurka uniemożliwiły właścicielom bucker-shopów realizowanie zaplanowanych zysków. Przedsiębiorcy postanowili sztucznie zmienić cenę obstawionego przez niego waloru, ale Livermore w ostatniej chwili ominął sidła, ponieważ zauważył niezrozumiałe ruchy ceny. Później odmawiano obsłużenia go, sukcesywnie na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Był zbyt dobry, dysponował zbyt dużym kapitałem, takich graczy się usuwa. Jesse miał już wtedy spory majątek, mógł założyć konto maklerskie w Nowym Jorku, więc mimo znakomitej passy, porzucił parkiet sklepów na rzecz Wall Street- dał za wygraną. Tu zaczyna się historia pełna wzlotów i upadków. Livermore uczył się zasad panujących na prawdziwej giełdzie. Bagaż doświadczeń pozwolił mu odnieść sukces. Na podstawie przeczucia zarobił fortunę na trzęsieniu ziemi i fali pożarów w San Francisco, które miały miejsce 18 kwietna 1906 roku. Doskonała dedukcja pozwoliła mu osiągać kolejne sukcesy podczas paniki roku 1907, o której na pewno jeszcze napiszemy. Niestety, spekulacja nie pozwala na zwyciężanie cały czas- niedługo później natrafił na człowieka, który uśpił jego czujność. Na handlu bawełną stracił wtedy całą fortunę, zadłużał się do 1912 roku. Wciąż byli ludzie, którzy wierzyli w Livermore’a. Dzięki nim odbił się od dna i zarobił na wzrostach Wall Street powodowanych wybuchem pierwszej wojny światowej. Margaret Myers pisała:

Zatrudnienie gwałtownie wzrosło, bezrobocie w zasadzie wyeliminowano, a do starych kadr dodawano nowych pracowników. Zwiększona siła nabywcza pracujących i zredukowana podaż dóbr konsumpcyjnych na rynku, bo produkcja została przestawiona z dóbr konsumpcyjnych na zapotrzebowanie wojenne, były istotnymi czynnikami wzrostu cen, który wkrótce nastąpił.

Odbudował swoją fortunę na rynku surowcowym, który wreszcie zrozumiał, ale nawet to nie uchroniło go przed kolejnymi porażkami giełdowymi. Po raz kolejny znalazł się na dnie. Livermore nigdy się nie zniechęcił. Gdy nie mógł spekulować na swój koszt, zarządzał portfelami przemysłowców, aż zdobył pieniądze na spłatę wierzycieli i mógł zacząć spekulację na własną rękę. Nie chciał litości, twardy charakter i kręgosłup zachowań nie pozwalały mu na przyjęcie jałmużny nawet w najgorszych momentach. Kolejne porażki budowały u Jesse’ego bagaż doświadczeń, mądrość, którą wykorzystywał aż do samego końca, kiedy Wall Street zmieniło się jak nigdy dotąd.

Zasady spekulacji Livermore’a

Jesse cały czas się uczył, weryfikował swoje poglądy. Sława pozwoliła mu na przeprowadzanie cornerów, ale to już temat na zupełnie inny artykuł, w którym omówimy rownież Wojnę o Erie. Do jakich wniosków doszedł Livermore? Stworzył koncepcję, w której działania ludzkie motywowane są wyłącznie chciwością, strachem, ignorancją i nadzieją:

Przez cały czas ludźmi kieruje chciwość, strach, ignorancja i nadzieja, przez co zachowują się w podobny sposób. Właśnie dlatego różne formacje występują regularnie. 

Myślę, że ludzie chcą żeby ich prowadzić, instruować i mówić co mają robić. Szukają zapewnień. Zawsze chcą podążać za tłumem, masą, ponieważ pragną poczucia bezpieczeństwa. Boją się samodzielności i posiadania opinii sprzecznej z opinią większości, chcą być częścią czegoś większego, a nie stać jak samotne cielę na środku niebezpiecznej prerii opanowanej przez wilki. 

Słowa, które zarówno spekulant, jak i inwestor powinni powiesić nad łóżkiem:

Najczęściej spotykaną na Wall Street formą myślenia magicznego są próby nakłaniania rynku, by traktował nas jak dobry wujek. Co robi człowiek, który chce, aby rynek zapłacił jego rachunki? Ma nadzieję. Wierzy ślepo. Staje się hazardzistą. Ryzykuje więcej, niż byłby skłonny ryzykować spekulując inteligentnie, na podstawie wniosków wypływających z rzeczowej analizy otoczenia. Oczekuje na szybki zysk- nie chce czekać, rynek ma być dla niego miły natychmiast. Wmawia sobie, że robi zakłady fifty-fifty, to znaczy, jeśli potrzebuje zarobić 2 punkty, umieszcza zlecenie stop-loss 2 punkty poniżej ceny zakupu- i wydaje mu się, że to dobry układ. Znam dziesiątki traderów, którzy potracili tym sposobem setki tysięcy dolarów, szczególnie w czasie szczytowej koniunktury, tuż przed nadejściem nieuniknionej korekty. 

Livermore zrozumiał coś, co każdy inwestor powinien zrozumieć- spadki nadejdą. Zawsze. Niezależnie od nas. Musimy być na nie gotowi, przeczekać je. Jeśli mamy właściwe walory- nic złego się nie stanie. Jesse na nich zarabiał, inwestor powinien pamiętać, że są chwilowe.

Potrzeba nieustannej aktywności, niezależnie od warunków otoczenia rynku, jest czynnikiem odpowiedzialnym za wiele strat na giełdzie, nawet wśród profesjonalistów, którzy zdają sobie sprawę, że codziennie muszą zarobić trochę pieniędzy, gdyż czynsz, niestety, opłacać należy regularnie, a nie tylko w czasie hossy. 

Jedną z zasad spekulacji Jesse’ego było granie zgodnie z rynkiem. Wielokrotnie zdarzało się, że nie miał racji. Jak mawiał: szybko akceptuj straty i pozwól rosnąć zyskom. 

Chciałbym wam powiedzieć, że jeśli jasno widzicie nadchodzący ruch w jakiejś grupie walorów, działajcie odpowiednio do niego. Ale nie można pozwalać sobie na takie same działania w stosunku do innych grup akcji, jeśli nie macie jasnych znaków, że ta druga grupa zachowuje się tak samo. Wykażcie się cierpliwością i czekajcie. Z czasem w innych grupach spółek wystąpią podobne sygnały jak te, które dotyczyły tej pierwszej. 

Dziedzictwo

Mały Nurek pozostawił po sobie 2 pozycje- How To Trade In Stocks i Wspomnienia Gracza Giełdowego. Druga z nich to połączenie wywiadu i biografii, wydanej pod nazwiskiem wspomnianego wcześniej Edvina Lefevre’a. Historia Jesse’ego jest pełna wzlotów i upadków. Po wprowadzeniu nowych zasad grał jeszcze 7 lat, z mniejszymi lub większymi sukcesami. Targany depresją i nieustanną walką popełnił samobójstwo 28 listopada 1940 roku. Dysponował wtedy pięcioma milionami dolarów. Znaleziono przy nim notkę, którą, z szacunku dla Livermore’a, zamieszczamy w oryginale:

My dear Nina: Can’t help it. Things have been bad with me. I am tired of fighting. Can’t carry on any longer. This is the only way out. I am unworthy of your love. I am a failure. I am truly sorry, but this is the only way out for me. Love Laurie.