Potrzeba pieniądza

Kryzys na rynku kredytów hipotecznych w USA miał miejsce w latach 2007-2009. W 2008 roku upadł bank Lehman Brothers, istniejący od 1850 roku. Branża zadrżała, ale nie to było najgorsze – bankierzy zawsze sobie poradzą, Barclays i Nomura Holdings przejęły odpowiednie części działalności upadłego giganta. Państwa zajęły się regulowaniem stosunkowo nowego rynku CDSów, co miało zapobiec podobnym nadużyciom w przyszłości. Sytuacja została załagodzona, jednak jednej rzeczy nawet najpotężniejsze instytucje na tym świecie nie są w stanie naprawić. Mądrzy tego świata mówią, że reputację buduje się 20 lat, a rujnuje w 20 minut. Zaufanie to bardzo wrażliwa kwestia, szczególnie w świecie finansów. John Pierpont Morgan I zwykł mawiać: Pieniądze to biznes, a biznes to potęga. Wszystkie łączy jedna cecha: pochodzą z charakteru i zaufania. Jeśli nie będzie zaufania, nie będzie pieniędzy. Bez pieniędzy banki nie będą mogły istnieć, proces kreacji pieniądza się zatrzyma, kapitał będzie trudno dostępny, jego koszt nieskończenie wyższy, gospodarki najpierw zwolnią, a później się zatrzymają, rządy nie będą w stanie finansować swoich działań, a najbardziej ucierpi na tym jednostka, która w efekcie nie będzie w stanie napełnić żołądka. Upuszczając – sprowadzimy na siebie klęskę znacznie poważniejszą, niż ta z 1929 roku. Rok 2008 jest momentem zwrotnym, w którym awersja ludzi do systemu bankowego osiągnęła nowe maksyma. Takie chwile często motywują pojedyncze jednostki do działania, do zmieniania świata, czyli obrania drogi pod prąd. Dopiero później dołączają do nich inni ludzie. Wtedy weryfikowane są hipotezy, które mają dać historii nowy bieg.

 

Narodziny nowej idei

A gdzie w tym wszystkim jest zwykły człowiek? To samo pytanie zadał sobie Satoshi Nakamoto, człowiek (lub grupa ludzi, nie jesteśmy w stanie ustalić tożsamości kryjącej się pod tym tajemniczym nickiem), który stworzył Bitcoina – pierwszą kryptowalutę świata. Aby zrozumieć jego (ich) motywację, cofnijmy się do roku 2008, który obnażył obecny system bankowy. Kary, które tamtymi czasy zapadały, faworyzowały wielkie instytucje, poszkodowane były jednostki, które często traciły majątki życia. Ludzie zaczęli tracić wiarę we władzę państwową, która broniła obecnego systemu prawnego, na mocy którego wydawane były krzywdzące wyroki. A bogaci? Nieprzerwanie się bogacili. „1%” dysponuje w tym momencie ponad 50% światowego kapitału. Naprzeciwko nieufności wobec potęgi i bogactwa kształtuje się globalizacja, informatyzacja i coraz większa mobilność. Satoshi Nakamoto, któremu (którym) bardzo zależało na zachowaniu anonimowości, jest (są) w tym momencie alegorią – utożsamieniem idei wolności, prostoty, transparentności, upodmiotowienia i dostępności, ale także odwagi. I to właśnie te przymiotniki tworzą system blockchain, którego efektem stał się Bitcoin. Dorzućmy inne: brak pośredników, pewny i bardzo tani sposób zapisu i przechowywania danych. Technologia pozwala nam dziś rzucić wyzwanie bankierom, korporacjom i rządom. A możliwości są naprawdę wielkie.

 

Wynalazek Nakamoto

Najprościej rzecz ujmując, Nakamoto stworzył (stworzyli) algorytm, czyli ciąg komend warunkujących określoną czynność odbieraną i procesowaną przez komputery na całym świecie. Algorytm ten wywoływany jest przez komputery działające w sieci, a jego kluczowym zadaniem jest tworzenie łańcucha informacji, czyli sławnego blockchaina. Aby zrozumieć jego działanie, należy rozumieć działanie sieci P2P, czyli Peer-To-Peer. Jest ona wynalazkiem umożliwiającym bezpośrednie komunikowanie się ze sobą komputerów z całej sieci – bez żadnych pośredników. Nie ma tu serwerów, nie ma administratora, sieć jest rozproszona, dzięki czemu awaria jednostki nie blokuje działania reszcie komputerów. Eliminuje to nadużycia- wszystkie jednostki pracują na tych samych prawach, nie ma priorytetów i szczególnych zasad. Jednostki połączone są węzłami, co umożliwia komunikację i nieprzerwane funkcjonowanie algorytmu oraz całego systemu. To dzięki tej sieci relacji, funkcjonująca dzięki węzłom, blockchain może funkcjonować. Ów blockchain jest publiczną bazą danych, której rozproszoność jest synchronizowana dla wszystkich komputerów sieci w określonym interwale (dla blockchaina, na którym opiera się Bitcoin, jest to 10 minut). To zdecentralizowany rejestr, księga rachunkowa, czyli baza danych współdzielona i zarządzana przez wielu użytkowników. Księga ta to nic innego, jak lista zarejestrowanych i oznaczonych czasowo informacji rozsyłanych po całej sieci P2P. Zabezpieczenia rejestrów są niemożliwe do złamania na dzień dzisiejszy, ponieważ kombinacji szyfrujących jest zbyt dużo. Algorytm nieustannie bada zgodność danych na wszystkich komputerach w sieci (tych połączonych węzłami, na których opiera się system), więc wszelkie próby ingerencji są bardzo łatwe do wykrycia – wystarczy sprawdzić zgodność systemu z pozostałymi kopiami, na pozostałych tysiącach urządzeń, co dla algorytmu nie stanowi wyzwania. Dane, które się tam znajdują, najczęściej dotyczą określonych transakcji lub danych osobowych. To kontrakty, zobowiązania, dane medyczne, jednostki kryptowalut czy innego instrumentu finansowego. Są to swoiste dowody stanu faktycznego dotyczącego transakcji o określonej dacie. Jądro kodu źródłowego jest widoczne dla wszystkich i nieedytowalne, dzięki czemu niemożliwe do zhakowania, nie ma tu miejsca na nadużycia. Implikuje to transparentność: każdy może na własną rękę sprawdzić funkcjonowanie algorytmu. Blok, czyli podstawowa jednostka grupowania informacji w łańcuchu, jest zbiorem danych o pojedynczych transakcjach. Komputery łączą bloki w łańcuchy, a to, co zostało wpisane w blok, pozostanie tam na zawsze, jest względnie nieedytowalne. Względnie, ponieważ hipotetycznie jest to możliwe, jednak wymaga tak dużej ilości energii (zasilającej pracę superkomputerów), że przestaje być opłacalne, a już przy kilkunastu blokach- wykonalne. A tych są miliony.

Tak, jest to technicznie skomplikowane, ale mechanizm jest prosty. Wyobraźmy sobie wielki sad, w którym drzewa współpracują razem, aby wydać owoce. Energię biorą ze słońca, a komunikacja opiera się o informacje, które wysyłają do siebie dzięki systemowi korzeni. System rozproszony (P2P) oznacza tutaj, że utrata jednego drzewa nie ma wpływu na pracę pozostałych. Natura współpracuje, aby wydać plon, który w tym wypadku jest owocem. To owoc jest blokiem. Jest nośnikiem informacji, w którym są pestki, czyli informacja o DNA rośliny. Algorytmem w tym układzie są procesy, które natura wykształciła sama, na mocy których roślina rośnie i wydaje owoce. Wgląd do niego możemy uzyskać przez mikroskop- badając genom drzewa. Jest on otwarty i niezmienny, jak w sadzie pełnym bananowców Cavendish, wśród których zmienność genetyczna jest zerowa. Wracając do procesu – owoce są zbierane przez farmera i układane w wielkich kontenerach. Nasz konkretny owoc, który koduje tę jedną informację o DNA, jest na samym dnie, ponieważ właściciel sadu zebrał go najwcześniej. Pozostałe drzewa nieustannie generują owoce, rolnik je zbiera i układa na wcześniejszych. Przenośnia ta dobrze obrazuje łańcuch bloków i jego cechy charakterystyczne: nie możemy podnieść, przenieść, czy ingerować w owoc bazowy, zabrany wcześniej, bez ruszania pozostałych owoców. Aby to zrobić, musimy użyć wielkiej siły, bo owoc jest na samym dnie stutonowego kontenera, a to przerasta możliwości człowieka. Dodatkowo, na potrzeby wywodu, obdarzmy drzewa supermocą pozwalającą na porównywanie kodu DNA będącego w każdym owocu na podstawie kopii tych owoców będących w tysiącach innych kontenerów. Nieustannie sprawdzają one ich zgodności i wyłapują wszystkie próby podniesienia plonu (czyli naszej ingerencji) będącego na dnie kontenera. Mamy gotowy system blockchain!

18i46af932069e420x4234a692268P39664002n454tbq44123G789094er70orp8xb352130

A gdzie w tym wszystkim kryptowaluty? Są zawarte w samym algorytmie, który warunkuje cały proces, są jego pochodną. Pochodną matematycznej formy kodu cyfrowego, która mówi kiedy można stworzyć, na zasadach kryptografii, nowe element układanki. Zasady te są też jego najlepszym zabezpieczeniem. Jeszcze niedawno pisaliśmy o blokach, dodajmy do nich kolejną cechę. Kiedy algorytm pracujący na komputerach w sieci tworzy nowy blok, powstaje jego identyfikator. Dane te zapisywane są w sposób skrótowy, a jego dodatkowe części to: identyfikator poprzedniego bloku oraz liczba losowa. I właśnie ta liczba losowa, która powstaje dzięki otwartemu algorytmowi, jest w stanie wykreować Bitcoina. Skoro to takie proste, to czy nie da się jej jakoś przewidzieć? Nie. Warunkuje ją wiele zmiennych, które są odpowiednikami bardzo rozbudowanej funkcji los w Excelu. Liczba losowa, połączona z kodem bloku poprzedzającego i skrótem informacji, tworzy kod bloku. Przekład skrótowego identyfikatora możemy zobaczyć w nagłówku tej części artykułu, składają się na niego 3 elementy. Komputery uruchamiające specjalny algorytm rywalizują o możliwość dodania kolejnego bloku informacji do łańcucha. Kiedy na danym urządzeniu program w skomplikowanych próbach matematycznych wpadnie na właściwą losową liczbę, blok jest wykopywany, a komputer otrzymuje nagrodę w postaci owego bloku z Bitcoinem (lub jego częścią) w środku. Proste, prawda? I takie właśnie jest, wykopywanie walut opiera się o rozbudowaną formę rzutu monetą, którą wykonują komputery uruchamiające algorytm. Kod zaprogramowany jest tak, żeby co jakiś czas któryś z milinów komputerów wpadał na losowe rozwiązanie. Gdzie jest haczyk? Aby na nie wpaść, trzeba dysponować olbrzymią mocą obliczeniową. Im większa moc, tym większe prawdopodobieństwo wylosowania przypadkowej zmiennej, ponieważ praca odbywa się szybciej. Opłacalność całego procesu zależy od nagrody. Problemem jest tu algorytm, który zaprogramowano na stworzenie tylko 21 milionów Bitcoinów. W momencie odkrycia kodu, kopiący dostanie nagrodę, jednak nagroda ta jest mniejsza, niż w przypadku wykopania poprzedniego bloku. Upraszczając, maszyny mają podstawiony wynik (którego oczywiście nie widzą), który mają osiągnąć na postawie zgadywania zmiennych losowych. Wtedy dostają nagrodę, blok informacji z Bitcoinem w środku. Kopanie to bardzo żmudny i energochłonny proces. Potrzeba do tego wielkiej mocy obliczeniowej, która zużywa karty graficzne (to dzięki temu procesowi możemy obserwować zauważalny wzrost cen tych komponentów; karty graficzne w efektywny sposób wykonują obliczenia), które z kolei zużywają potężne ilości energii.

 

Kryptowaluty…

Proces ten jest różny dla większości kryptowalut. Bitcoin był pierwszą z nich, funkcjonował dzięki algorytmowi tworzącemu pierwszy blockchain. Eksperci uważają jednak, że kopanie walut jest chwilowym szałem, który ze względu na chłonność zasobów nie ma racji bytu w długim okresie. Już teraz istnieje koszyk kryptowalut funkcjonujących na innych zasadach, kreujących nowe jednostki na mocy zapytania i stanu portfela posiadacza. Algorytm na mocy rachunku prawdopodobieństwa przydziela nową jednostkę kryptowaluty do komputerów wysyłających zapytanie. Wymaga on dopracowania, ale być może będzie przyszłością branży.

Problemem walut cyfrowych jest ich kontrowersyjna wartość. Wielu inwestorów, w tym Warren Buffett, zapiera się, że nie mają one żadnej wartość, bo nic za sobą nie niosą, są tylko środkiem przekazu pieniężnego. Jeśli chodzi o brak wartości wewnętrznej, to, niestety, lwia część kryptowalut jej po prostu nie przejawia. Niemniej, jesteśmy w stanie podać kilka czynników, które warunkują wartości przykładowego Bitcoina. Są to: energia i moc obliczeniowa, służące do wykopania bloku, czas potrzebny na tę czynność, ograniczona podaż oraz względna anonimowość przy transferowaniu środków. No właśnie, względna. Problem polega na tym, że o ile same transakcje są anonimowe, to potencjalnych właścicieli portfeli z kryptowalutami da się wykryć. Jest to trudne i czasochłonne, ponieważ trzeba śledzić ich poprzez, między innymi, adresy IP, a na końcu i tak trudno udowodnić im stan posiadania. Dodatkowo utrudnia to fakt, że wszystkie transakcje przechodzą przez kilkanaście portfeli. Wracając do meritum: jeżeli ktoś powie, że wartość Bitcoina mierzy się w setkach czy dziesiątkach miliardów dolarów, spokojnie można zarzucić mu kompletny brak wiedzy z zakresu finansów i ekonomii, bo nie rozróżnia on ceny (tutaj: kapitalizacji, czyli iloczynu ceny i liczby wszystkich walorów) od realnej wartości, która jest bardzo niska (jeśli chodzi o wartość wewnętrzną, to podtrzymujemy słowa Buffetta, w których inwestor stwierdził, że aktywa niegenerujące dochodu owej wartości nie mają. Niemniej, niektóre waluty cyfrowe mogą służyć jako jednostki uczestnictwa lub talony do wykonania określonej czynności. W takim wypadku sprawa ma się inaczej). Kryptowaluty są skutecznym środkiem przekazu pieniężnego, ale płacenie nimi mija się z celem. Warren Buffett niezwykle trafnie podsumował sens wyceniania walut cyfrowych, porównując je do ropy naftowej. Ceny baryłek wyznaczają indeksy surowcowe – BRENT w Europie, WTI w Stanach Zjednoczonych. Obrazują one fluktuacje cen, czyli wahania zależne głównie od działań regulatorów oraz prawa popytu i podaży. Fluktuacje te mogą doprowadzić do sytuacji, w której cena przykładowego szalika o godzinie 8:00 wyniesie 1/2 baryłki, aby o 16:00 ten sam szalik kosztował tylko 1/4 owej jednostki objętości. Pomińmy już wahania kursowe (złotówki do dolara) – dość powiedzieć, że jeszcze bardziej wykoślawiają cały mechanizm. Na dzień dzisiejszy kryptowaluty służą spekulacji. Ich wartość jest znikoma, a aktualne ceny – absurdalnie wysokie. Nie zmienia to faktu, że w przyszłości możliwy jest scenariusz, w którym wahania cen walut cyfrowych ustabilizują się. Jeśli spekulanci nie będą w stanie atakować kursów, taka sytuacja może okazać się strzałem w dziesiątkę. Już teraz możemy znaleźć wiele artykułów traktujących o tradecoinach, których cena miałaby być ściśle powiązana z ceną koszyka dóbr. Managerowie tworzyliby takie koszyki odpowiednio modulując udział procentowy, przykładowo, złota inwestycyjnego, metali, energii, ropy naftowej, a docelowo nawet obligacji, w ten sposób, aby zmienność była jak najmniejsza. Tutaj dochodzimy do podstawowego problemu – już w tym momencie istnieje wiele funduszy, w których cena jednostki uczestnictwa zależna jest od wahań cen określonego koszyka dóbr. Nie mamy podstaw, żeby sądzić, że Benjamin Graham zainteresowałby się kryptowalutami przy tylu niepewnych zmiennych i tak dużych wahaniach. Ich potencjał jest spory, choć prawdopodobnie nie tak duży, jak potencjał technologii blockchain.

…i ich możliwości…

Same kryptowaluty trudno teraz do czegoś wykorzystać w świecie rzeczywistym. Mogą być metodą zapłaty za określone usługi, na przykład możliwość korzystania z określonej platformy – tak właśnie działa Ether, który jest swoistem talonem na Ethereum, platformę umożliwiającą tworzenie aplikacji. Wartość Etheru wzrasta, kiedy rosną możliwości płynące z Ethereum. Ale znów, wracamy do cech spekulacyjnych i do afer związanych z lukami w algorytmach. Nic nie daje nam podstaw do stwierdzenia, że inwestorowi może zależeć na dużych wahaniach ceny jego portfela. Co więcej, nie możemy stwierdzić, że inwestor chciałby posiadać portfel o tak niepewnej wartości.

Wykorzystać możemy system blockchain, który jest w stanie rozwiązać wiele z problemów ludzkości, a w szczególności zatrzymać transfer majątku z biednych do najbogatszych. Przykład? Dubaj postanowił oprzeć działanie swojej administracji na blockchainie, dzięki czemu skarb państwa notuje miliardowe oszczędności, które nie są wydawane na kadrę urzędniczą. Estonia wprowadziła elektroniczny paszport, który dzięki systemowi zapisów jest pewny, niezmienny i niemożliwy do zgubienia. Technologia ta może służyć do weryfikacji autentyczności dokumentów oraz jako tani sposób przekazywania pieniędzy po całym świecie. To ostatnie tyczy się kryptowalut, które są do tego idealne, ponieważ wszystko odbywa się szybko, tanio i bezpiecznie. Jedynym problemem są duże wahania wartości, których analiza przewija się przez cały artykuł. Dzięki blockchainowi możemy omijać pośredników, którzy ucinają duże części zysków. Mało? ICO, Initial Coin Offering, jest tanim sposobem na pozyskiwanie środków przez przedsiębiorców dzięki emisji kryptowalut. 0 pośredników i formalności, czysty zysk. Przynajmniej w teorii, ponieważ również ten sposób został perfekcyjnie opanowany przez oszustów i wyłudzaczy. Państwa nie są w stanie chronić nas przed cyberprzestępstwami, ich ścigane wciąż jest utrudnione. Pod koniec 2017 roku Komisja Nadzoru Finansowego wydała obszerny raport przestrzegający przed ICO, określiła tę przestrzeń jako nieregulowaną. Jeśli nawet państwo nie może nam pomóc, powinniśmy wystrzegać się każdego przejawu Initial Coin Offering. Nie jesteśmy w stanie przedstawić Państwu skutecznych metod odróżniania oszustw od faktycznych źródeł pozyskania taniego kapitału, więc stanowczo odradzamy angażowanie się w podobne tematy, w tym momencie wszystko opiera się na zaufaniu, a przy inwestycjach – nie powinno. Być może kiedyś system ten przejdzie zmiany, które dodadzą mu wiarygodności, bo potencjał jest naprawdę wielki: startup GOLEM, tworzący superkomputer przy pomocy łączenia mniejszych jednostek w sieci P2P, zebrał 30 milionów złotych w 29 minut. Nawet 1% nie zostanie zamieniony na prowizje bankowe i pośrednicze. Jeśli projekt zakończy się sukcesem, udziałowcy (posiadający tokeny) będą mogli cieszyć się zyskiem. Ale znów, póki co to założenia, które mogą nie znaleźć potwierdzenia w rzeczywistości.

Technologia sieci rozproszonych może umożliwić łatwe i pewne przechowywanie danych, a także ich niezmienność, dzięki czemu osoby fizyczne zyskają pewność informacji: od tych pisanych przez dziennikarzy, aż po pewność przekazu środków i właściwego ich wykorzystania przez organizacje charytatywne. A coś dla zwykłego człowieka? Będziemy mogli korzystać z dokumentacji medycznych i mieć je cały czas przy sobie, a także szybko udostępniać je w sytuacjach nagłych i krytycznych. Ponadto, system kontraktów inteligentnych umożliwi nam zarabianie podczas snu, gdy nasze autonomiczne auto będzie funkcjonowało jako taksówka. Dodajmy do tego całkowitą transparentność i niezwykle niskie prowizje transferowe. Instytucja smartkontraktów opartych na blockchainie ma szanse na zaistnienie w przyszłości. Kontrakty inteligentne to temat na osobny artykuł, choć o ich wykorzystanie nie musimy się martwić – w ostatnim czasie powstają tysiące startupów zajmujących się doskonaleniem wyłącznie tej przestrzeni. A nie jest to jedyny sposób na uzyskanie sporych oszczędności dzięki omijaniu pośredników – państwo może wykorzystać ów system podczas wyborów. Zlikwiduje to nadużycia, a wszystkim opozycjom wtrąci z ręki argument o sfałszowanych głosach. Czy w 2009 roku powstała technologia idealna?

 

… oraz wady

Coż, tak naprawdę idealna technologia nie istnieje. Blockchain wymaga wielu usprawnień, ponieważ może prowadzić do nadużyć. Transparentność oznacza w tym momencie również jawność danych, które nie są w żaden sposób szyfrowane. Oznacza to, że wszystko, co widzimy, jest widoczne dla każdego człowieka. Dotyczy to zarówno jądra kodu, jak również informacji, przykładowo, medycznych. Nie jest to barierą nie do przeskoczenia, to względnie najmniejszy problem, bo system kodowania można indywidualnie zabezpieczyć przez dostosowanie algorytmu do użytkowników konkretnego systemu. Problemem jest tu sama konstrukcja kodu, który nie zawsze będzie nie do złamania. Szacuje się, że najbardziej zaawansowane kody stworzone w 2017 roku będą naruszalne już za 40-50 lat. Gorzej wygląda sytuacja związana z brakiem regulacji prawnych, która odbija się na wiarygodności ICO, prywatnego systemu finansowania przedsięwzięć. Oznacza to, że w sytuacji, w której przedsiębiorca chce nas oszukać, emitując kryptowalutę tylko po to, żeby później uciec z naszą gotówką, jesteśmy bezbronni. Jest to miecz obusieczny, który opiera się na zaufaniu, wokół którego skupiona jest ta praca. Przestępcę można ścigać, ale pojmanie takiej osoby jest zwykle bardzo trudne. W sądzie może ona udowadniać, że komputera używała inna jednostka. Niemniej, jak pisaliśmy wyżej, ICO są narzędziem o dużym potencjale, a takie projekty, jak GOLEM, Edgeless i Sia tylko to potwierdzają. Przynajmniej póki co.

Zagłębiając się w działanie blockchaina, to oparty jest on na konsensusie, który może doprowadzić do wielkiego oszustwa. Przejęcie kontroli nad 50%+1 węzłów w sieci pozwala na dowolne sterowanie nią. Można w ten sposób doprowadzić do sytuacji, w której system będzie wypaczony, a algorytm zmieniony lub nawet niestosowany. Większość komputerów jest w stanie dodawać nowe i usuwać stare bloki z łańcucha, więc edytować, wydawałoby się – pewne, informacje. Zwykle jest to jednak niemożliwe do wykonania, ponieważ do przejęcia takiej kontroli wymagane są wielkie ilości energii i niewyobrażalna moc obliczeniowa. Szansa na taki scenariusz na Bitcoinie dąży do zera, choć może się to zdarzyć na kryptowalutach tworzonych przez systemy względnie małe (o małej ilości węzłów).

Poważnym problemem jest również niewydolność systemu- niektóre łańcuchy ogranicza brak przepustowości przy transferach. Zależy to do algorytmu, ponieważ to on warunkuje szybkość przeprowadzania operacji. Z tym problemem boryka się Bitcoin, którego algorytm może przetwarzać do 7 operacji na sekundę. Dla Etheru jest to 15 operacji, a dla systemu VISA – 2 tysiące operacji na sekundę. Być może przyszłość rozwiąże ten problem, ale na pewno nie rozwiąże problemu błędu człowieka, który gubi klucz do wirtualnego portfela. Niezależność oznacza w tym przypadku, że raz zgubionego klucza nie da się odzyskać w żaden sposób. Szacuje się, że około 2 miliony Bitcoinów już w tym momencie znajdują się na rachunkach, z których nigdy nie będzie można ich wyciągnąć. Należy również nadmienić problemy prawne, które prędzej czy później zostaną uregulowane – mniej lub bardziej korzystnie. Już teraz, zgodnie z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości, handel kryptowalutami podlega podatkom PIT i CIT, choć szacuje się, że płaci je 2% posiadaczy. Prawo może silnie wpłynąć na wolność rynku walut cyfrowych, choć bardzo prawdopodobne, że państwa i instytucje ponadnarodowe nie będą w stanie tego prawa egzekwować. Być może doprowadzi to do kolejnych zmian, a następcy Satoshi Nakamoto będą chcieli walczyć z inwigilacją, którą wyżej wymienione podmioty będą musiały wprowadzić, aby stosowanie prawa było możliwe. Póki co nie mamy podstaw, aby potwierdzić hipotezę przemawiającą za przyjęciem przez światowe rządy postawy Wielkiego Brata, opór społeczeństwa byłby zbyt duży. Być może w tym momencie stoimy u progu wielkich wyzwań, z którymi system prawny będzie musiał się zmierzyć. Możliwe jednak, że sami dajemy mu do ręki łańcuch, którego wykorzystanie będzie warunkowane zdarzeniem przyszłym i niepewnym.

 

Wirtualna przyszłość 2.0

Świat nieustannie się zmienia. Błędy przeszłości są weryfikowane przez kolejne pokolenia. Globalizacja i cyfryzacja pchają nas w objęcia świata wolnego, niezależnego, prostego i transparentnego. Świata bez pośredników i wielkich instytucji, na których tak zawiedli się zwykli ludzie. Przypomnijmy sobie ostatni wyciek obrotu danych Facebooka, który ujawnił dysponowanie informacjami o użytkownikach tej platformy między innymi przy kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa. Cyfryzacja wiąże się z inwigilacją, która rodzi wielkie niebezpieczeństwa. Wolność związana jest z odpowiedzialnością, która często implikuje represje. Już teraz możemy konkurować z systemem bankowym, choć konkurencja ta dalej jest nierówna. Dzięki czemu jest to możliwe? Dzięki kilku zbiegom okoliczności i jednej osobie (lub grupie osób), która rzuciła rękawicę, okazała sprzeciw, zbuntowała się przeciw zbutwiałym zasadom. Czy blockchain jest przyszłością? Bez wątpienia tak. A jaka jest jego historia? Cóż, w zasadzie powstał po to, żeby tworzyć kryptowalutę, a przynajmniej tak nam się wydaje… prawda może być bardziej złożona. Dobre narzędzia często powstają spontanicznie, a dopiero odpowiednie ich wykorzystanie weryfikuje użyteczność. Kryptowaluty zrobiły blockchainowi czarny PR, który odpycha inwestorów od zaznajamiania się z tą technologią. Każda nowinka jest początkowo wykorzystywana przez grupy osób, które ją odkryły, aby generować zysk. Możliwości spekulacyjne, które generują waluty cyfrowe, aż proszą się o wykorzystanie. Niestety, ma to złą stronę – budzi awersję społeczeństwa. Strach, który uniemożliwia stosowanie blockchaina na masową skalę, jest efektem możliwości, jakie dają kryptowaluty.

Jeśli nikt nie znajdzie luki w założeniach systemu, blockchain będzie wiarygodnym i nieedytowalnym sposobem przechowywania, przetwarzania i potwierdzania informacji, powinniśmy przestać się go bać. Powinniśmy przestać bać się kryptowalut, ale wciąż uważać na bańki, które te wytworzyły oraz na zagrożenia, które generują. W tym momencie, przez wielkie wahania cen, cyfrowe waluty nie nadają się na środek płatniczy, ale jeśli ich kurs będzie względnie stały (Bitcoin dzieli się do ósmego miejsca po przecinku, duże ceny nie przeszkadzają w dostępności kryptowaluty), może to być przyszłość. Już w tym momencie 92% pieniądza będącego w obiegu stanowi pieniądz elektroniczny. Czy w 1970 roku ktoś spodziewał się, że świat pójdzie w tym kierunku? Rynek kryptowalut wymaga zmian i prostych regulacji, które powinni wprowadzić sami użytkownicy. Nie bójmy się nowości, ale przy tym zadawajmy pytania i zaglądajmy tam, gdzie inni nie patrzą, ponieważ właśnie w tych miejscach kryją się nadużycia. Blockchain może przynieść światu kolejną rewolucję, do tego czasu sprowadzi jednak klęskę na wielu nieświadomych ludzi. Technologia i otwarte umysły pozwoliły na rzucenie wyzwania chciwym instytucjom. Uczmy się nowości, wprowadzajmy je. Nikt nie zrobi tego za nas. Postęp wymaga wielkiej odwagi, ale przecież tak było zawsze. Bierzmy przykład z Galileusza i Martina Luthera Kinga, a nie ze współczesnych urzędników.

Czujemy się zobowiązani do zadawania pytań, na które odpowiedź nie będzie prosta i jednoznaczna. Czy państwa i wielkie instytucje finansowe pozwolą odebrać sobie władzę kreacji systemu, na który składają się powszechnie obowiązujące zasady i pieniądz? Ludzie chcą zarabiać, chcą mieć możliwość ryzykowania. Chcą się bogacić! Czy przesadna wolność nie wpłynie na zniewolenie jednostek funkcjonujących w systemie? Czy pochodną tego procesu nie będzie utworzenie nowych elit? Na te pytania każdy z nas musi sobie odpowiedzieć sam, przyszłość na pewno zweryfikuje te poglądy.

Na sam koniec chcielibyśmy zostawić Państwa z apelem, który bardzo mocno zmienia sposób myślenia i jest w stanie obrócić przesłanie tego artykułu o 180 stopni. Pamiętajmy, że każde nasze działanie, nawet to najlepiej szyfrowane, najbardziej zabezpieczone i w stu procentach anonimowe, zostawia w sieci ślad. Ślad nieskończenie bardziej wyraźny, niż odcisk palca na banknocie. I, w przyszłości, ślad ten może okazać się naszym łańcuchem. Metalowym łańcuchem, który każdy człowiek będzie nosił na szyi.