Cornering rynku

Cornering rynku to przemyślana technika spekulacyjna, której celem jest objęcie kontroli nad szerokim wolumenem waloru, aby dowolnie ustalać jego cenę. Istotą mechanizmu jest  mimowolne odbywanie się procesu manipulowania wyceną (jest ona wypadkową, nikt nie ma mocy nadania ceny po emisji- nie należy tu liczyć splitów)- aby tanio zakumulowane akcje sprzedać po wyższej cenie. Podczas wymiany giełdowej cena powodowana jest relacją między popytem i podażą- tutaj wykorzystuje się lukę powstającą w momencie, gdy jedna osoba wejdzie w posiadanie bardzo dużego udziału w całości akcji, kiedy ten mechanizm nie może działać poprawnie. Cornery, zwane inaczej zapędzeniem rynku w kozi róg, swoje początki mają w VI wieku przed naszą erą, kiedy to Tales z Miletu stworzył silną presję na rynku oliwy. Model ten odświeżono w XIX wieku, podczas pozłacanego wieku. Przeprowadzający corner potrzebuje bardzo dużo gotówki lub wysokiej gwarancji bankowej. Proces polega na skupowaniu akcji przedsiębiorstwa, przeciw któremu sprzysięgli się spekulanci, czyli którego kurs rokuje wielotygodniowe spadki, często ze względu na złą kondycję finansową, plotki lub złe zamiary konkurencji. Cornerujący powinien zostać niezauważony, więc początkowo skupuje się tylko akcje pływające luzem po parkiecie. Jest to najdłuższa faza, jeśli spekulant dobrze ją rozegrał, kurs, mimo parcia ze strony niedźwiedzi, powinien trzymać się nieruchomo, co, paradoksalnie, wywiera bardzo dużą presję na spadek. Gdy zapędzający rynek ma wystarczająco dużo walorów, rozpoczyna skupowanie bezpośrednio od innych uczestników rynku- najczęściej od biur maklerskich. Wtedy corner wychodzi na światło dzienne, każdy może go zobaczyć, jednak jest już za późno. Ceny osiągają abstrakcyjne maksyma, ludzie zaczynają je kupować z powodów stricte spekulacyjnych, zadając sobie pytanie: Skoro od tygodnia walor rośnie w tempie 7% dziennie, to dlaczego ma mnie omijać taka okazja? Jak więc najlepsi spekulanci świata zarabiali na tym procesie? Zasada opiera się o maksymę, którą przytaczaliśmy w artykule o Małym Nurku- Kto sprzedaje, co nie jest jego, szybko to odkupi- albo za kratami pożałuje tego. Sekret tkwi w krótkiej sprzedaży, której działanie również zostało opisane w Historii Gracza Giełdowego. Niedźwiedzie zapożyczają się u maklerów na określoną liczbę akcji, które sprzedają od razu, mając nadzieję kupna taniej i zyskania na różnicy kursów. Corner może udać się wyłącznie wtedy, gdy niedźwiedzi jest dużo, wtedy każdy naganiacz na spadki będzie musiał instrument odkupić- po bardzo wysokiej cenie, którą wypracuje kierujący mechanizmem. Różnica będzie tu bardzo wysokim zyskiem. W dawnych czasach, gdy cornery były powszechnym zjawiskiem, plotki napędzały masowe spadki, ponieważ środowisko Wall Street było bardzo zamknięte. Cornelius Vanderbilt, ojciec największych i najbardziej bolesnych w skutkach cornerów, rozpowszechniał negatywne plotki na temat spółek, których ceny windował kilka tygodni później. Sam proces brzmi prosto i genialnie, ale w rzeczywistości był najbardziej skomplikowaną i najtrudniejszą do zrealizowania koncepcją na światowych giełdach. Rynek w kozi róg próbowali zapędzać wyłącznie najwybitniejsi spekulanci, którzy później okrywali się chwałą za samo podjęcie rękawicy. Należy wspomnieć, że większość cornerów kończyła się fiaskiem- jest to proces niezgodny z prawem, więc każda interwencja United States Securities and Exchange Commission (lub innego organu nadzorującego prawidłową wymianę giełdową) kończyła się wsparciem niedźwiedzi, a cornerujący zostawał z potężnym długiem- i masą bezwartościowych papierów wartościowych. Często nawet interwencja organu zewnętrznego nie była potrzebna, z rynkiem bardzo trudno jest wygrać. Gdy presja była zbyt duża, a narożnik został zbyt wcześnie rozpoznany, przeprowadzający go spekulant musiał ustąpić. Cena wyznaczała nowe minima, uniemożliwiając spłatę zaciągniętych długów. Za Ostatni Wielki Corner uważa się ten przeprowadzony przez Clarence’a Saundersa, twórcy supermarketów, na akcjach Piggly Wiggly- jego własnej spółki. Saunders stracił na nim prawie cały majątek.

 

Nawadnianie akcji

Sformułowanie to stworzył Daniel Drew, jeden z najsławniejszych spekulantów na Wall Street. Na początku lat 20. Drew pracował jako handlarz bydła. Aby zwiększyć zysk, wprowadził nieuczciwe praktyki rynkowe- nie dawał krowom pić aż do momentu sprzedaży. Tuż przed zawarciem transakcji poił je i karmił solą, co znacząco zwiększało wagę krów i podbijało ich cenę. Wydźwięk tego zwrotu należy przenieść na grunt papierów wartościowych analogicznie- oznacza to podbijanie wartości akcji tuż przed ich sprzedażą, stosowane głównie podczas cornerów rynku. Ceny akcji miały przekraczać rzeczywistą wartość przedsiębiorstwa, więc dopuszczano się forteli, aby zabieg ten zrealizować. Spółki mogą emitować akcje stosunkowo do rosnącego kapitału, muszą mieć pokrycie, odzwierciedlenie. Aby je osiągnąć, często fałszowano księgi lub wkłady majątkowe, które zawyżały wskaźniki wartości. Jest to nielegalny proces, który ma zapewnić solidną bazę pod przyszłą sprzedaż, celem realizacji zysków. Nawadniający często przekupowali urzędników, aby legalizować operacje, więc inwestorzy zostawali z przewartościowanymi walorami i źle działającym przedsiębiorstwem.

 

Reguła 72

Czasem zwana również 70, 71, 73, etc.- reguła pozwalająca przybliżać przewidywany czas, w którym kapitał powinien podwoić swą wartość. Dobierając numer reguły, należy wziąć pod uwagę stopy procentowe: przy niskich, wynoszących od 1% do 4%, liczbą wybraną do działania matematycznego powinno być 70, dla 5% jest to 71, przedział 6-10%, czyli wysokie stopy procentowe, to zakres zastosowania 72. Jest tu jednak pewien haczyk- od 8% należy zwiększać liczbę co 3% o 1- czyli dla 14% liczbą będzie 74, a dla 17%- 75. Zasada działania reguły jest bardzo prosta, kiedy potrafimy dobrać odpowiednią liczbę- dzielimy ją przez roczną wysokość odsetek. W takim wypadku: dla rocznej stopy procentowej 7% należy dobrać liczbę 72. Zakładając odsetki w wysokości 6%, określona suma pieniędzy podwoi się już po 12 latach, ponieważ: 72:6=12. Należy pamiętać, że liczby w liczniku są przybliżeniami, przez co mogą być niedokładne, dlatego powinny być stosowane jako przydatna dla inwestorów indywidualnych sztuczka matematyczna, zbyt robocza dla instytucji obracających wielkim kapitałem.

 

Split akcji

Zwany inaczej podziałem akcji. Jest to obniżenie wartości nominalnej każdej ze wszystkich akcji danego przedsiębiorstwa, przy jednoczesnym zachowaniu kapitału akcyjnego. Wartość i cena wszystkich akcji pozostaje taka sama, zmienia się natomiast wartość i cena pojedynczego waloru. Najczęściej stosowane podziały to 1:2, 1:4, 1:5 i 1:10. Benjamin Graham podtrzymywał, że jest to zabieg, który nie prowadzi do niczego, nie ma żadnej wartości. Przedsiębiorstwo, które go stosuje, najprawdopodobniej próbuje odwrócić w ten sposób uwagę od swojej złej sytuacji lub przypomnieć o sobie- nie zajmuje się więc tym, czym powinno, czyli generowaniem zysków. Zjawisko to powoduje złudzenie zwiększenia wkładu inwestora w spółkę, ma więc wywrzeć efekt psychiczny, ponieważ na rachunku maklerskim 1000 akcji wygląda ładniej od 500. Splity akcji są dopuszczalne, gdy cena waloru wzrośnie ponad poziom czyniący go dostępnym dla przeciętnego inwestora. Zdarza się to jednak niezwykle rzadko, ponieważ ustalane ceny emisji są przeważnie stosunkowo niskie, właśnie przez wzgląd na powyższy argument. Wysokie ceny akcji wyłączają z akcjonariatu inwestorów dysponujących małym kapitałem, więc modelowo- niedoświadczonych. Może to zapobiegać niepotrzebnym fluktuacjom.

 

Zasada 3-5-3

Stworzona jako pastisz dawnego systemu bankowego. Amerykańscy bankowcy podczas dobrych lat na Wall Street (od początku lat czterdziestych; do końca siedemdziesiątych) mieli korzystać ze spokojnego życia, dając klientom 3-procentowy depozyt, udzielając 5-procentowego kredytu i o 15 (3 pm) iść na golfa. W założeniu gwarantowało to bezproblemowe zyski z tej części działalności.